One way ticket.. to Lisbon

One way ticket..

One way ticket, one way ticket

One way ticket, one way ticket

One way ticket, one way ticket to the blues.

Choo choo train

Tuckin’ down the track

Gotta travel on it

Never comin’ back

Ooh, ooh got a one way ticket to the blues.

Boney M – One way ticket

Fado  in the Alfama district of Lisboa/Lisboa/Lisbona
Fado in Lisbon/Lisboa/Lisbona #freeelectrons.family

Tak właśnie było, tylko w naszym przypadku mieliśmy one way ticket do Portugalii!  Ten pierwszy etap naszej wielkiej podroży przebiegał w jak najbardziej pozytywnym rytmie piosenki Abby.  Jak tylko samolot portugalskich linii TAP (przy okazji:  polecam! dobra jakość i jeszcze lepsza cena) wylądował w Lizbonie, serce zabiło szybciej z radości.  Poczucie, ze jestem u siebie, w Europie było niepowtarzalne!  Expaci pewnie je znają!

Decyzja, żeby lecieć najpierw do Lizbony była dość prosta ze względu na ceny biletów.  Zawsze wydawało mi się, ze trzeba rezerwować bilety w obie strony, bo inaczej ceny szybują do nieba;  myliłam się!  W wyszukiwarce zaznaczyłam po prostu pole „one way” i nagle moje oczy i kieszeń bardzo się ucieszyły widząc sumy rzędu $300 (a nie $1200 za bilet, jak dotychczas).  Uświadomiłam sobie, ze przecież wcale nie potrzebuje biletu powrotnego!!  Heh..  Bilety kupione, wiza męża załatwiona (w Hiszpanii lubią turystów, także nie było problemu z formalnościami; szczegóły opisze Six), dom przygotowany, walizy spakowane.. w drogę!

Portugalia przywitała nas niesamowicie serdecznie!  Cudownie otwarci ludzie, a także mówiący po angielsku bez większych problemów! Z lotniska odebrał nas przemiły młodzieniec Joao, który zawiózł nas do naszej kwatery airBnB (odbiór z lotniska zorganizowany był przez właścicielkę mieszkania, które wynajmowaliśmy).  Wystąpił mały problemik, jak ów młodzieniec zobaczył podwójny wózek, 2 sadzonka do samochodu, 3 duże walizy, 4 małe walizeczki, no i dwójkę dzieci, tatę i zajmującą podwójne miejsce ze względu na rozmiary mamę, czyli mnie.. heheh..

Twarz mu nieco pobladła.  Ale nie wahał się za długo, wziął telefon w obroty i w przeciągu 10 minut zorganizował drugie auto (swojej mamy; dodam, ze za tę sama cenę).  Niesamowity!  Po drodze do naszego lokum, zdążył nam opowiedzieć, co należy koniecznie zobaczyć w mieście, gdzie zjeść dobrze i tanio, a także o swoich planach na życie!  Super facet.

plenty of space to run around in the first days of Spring at the Commerce Palaza
run free at Praça do Comércio #freeelectrons.family

W Lizbonie spędziliśmy tydzień wypełniony po brzegi spacerami, zwiedzaniem, jeżdżeniem typowymi żółtymi tramwajami, które notabene jeździły szybko jak szalone, a także wspinaczka po siedmiu wzgórzach, na których położone jest miasto.  Parę praktycznych uwag – trzeba się przygotować, ze ze względu na pochyłości, wózek się raczej nie przyda w tym mieście.  Dla maluchów polecamy chusty, nosidełka, itp.;  chyba, ze macie mięsnie z żelaza i wytrwałość, by pchać wózek przez większość czasu pod górkę, albo gonić, jak spiernicza z górki na pazurki, bo się człowiek zagapił…  zdarza się każdemu, nie?  Druga rzecz, to wygodne buty.  Obcasów to z plecaka nie ma co wyciągać – ale to na pewno już wiecie.  Następna sprawa, to proszę sobie ładnie kupić bilet komunikacyjny na 24h, bo nic innego się nie opłaca.  Obejmuje on metro, autobusy i te sławne żółte tramwaje.  Pełen wypas, łącznie z faktem, ze, jeśli się podróżuje z dzieckiem, to macie miejsce siedzące zagwarantowane, nawet jeśli szpilki się nie da wetknąć, bo taki tłum.

Ludzie są niesamowicie uprzejmi i nawet babcie, czy dziadkowie ustępują miejsca dzieciom.  Nie odmawiajcie, bo to nie jest zwykła uprzejmość, tylko wrodzona, niewymuszona kultura osobista.  Na deser proszę sobie zostawić wyjście na koncert Fado w Alfamie (dzielnica słynąca z najbardziej utalentowanych artystów, gdzie ich przejmujące glosy rozbrzmiewają w malutkich uliczkach i niesione przez wiatr docierają do uszu okolicznych spacerowiczów).  Fado, podobnie jak flamenco w Andaluzji, to niespotykana nigdzie indziej w swojej oryginalnej wersji melancholijna pieśń, wykonywana przy akompaniamencie dwóch gitar.  Trafia prosto w serce!  Przekonajcie się!

Lizbona jest cudowna, ludzie są naprawdę przyjemni i życzliwi.  Nie ma, co się zastanawiać, czy warto jechać – WARTO!

Tram 28 - a nostalgic ride and a savior of big-baby-carrying fathers!
Tram 28 – a nostalgic ride and a savior of big-baby-carrying fathers! FB:@freeelectrons.family

Rodzinnie, można, a wręcz trzeba zobaczyć następujące atrakcje:

Pavilhao de Conhecimento.  Pawilon Wiedzy po naszemu.  Super sprawa.  Muzeum interaktywne, wiec większości ekspozycji można dotknąć, podmuchać, powąchać, zjeść raczej nie, ale i tak jest bardzo ciekawie!  Dla małych i dużych i tych średnich!  Jest mały plac zabaw w środku, a właściwie jest to plac budowy dla dzieciaków.  Moje łobuziaki bawiły się tam świetnie.  Polecam.  (bilety 9€ dla dorosłych, 6€ dla dzieci 3-11 lat).

Lisbon Oceanarium (darmowe dla dzieci do 3 lat; 10,80 € dla dzieciakow pomiędzy 4-12 lat; 16,20 € dla dorosłych, drogo).

Kolejka linowa, która kursuje nad Parque de Nacoes, który był wykonany specjalnie na Expo 1998 (teraz trochę jest w rozsypce, ale jazda kolejka jest przednia), Telecabine Lisboa znajduje się zaraz za oceanarium.  Najlepiej kupić bilet one way (w rytmie piosenki Abby, spróbujcie, bo to fajne uczucie).  Jak ktoś bardzo chce wrócić do punktu początkowego, to spacerkiem będzie również przyjemnie, a jak ktoś chce po prostu jechać dalej, to stacja metro jest niedaleko (one way ticket kosztuje 3,95€ dla dorosłych, 2€ dla dzieci w wieku 7 – 12, poniżej 7 lat za darmo).

Castelo de S. Jorge, super widoki!  Nie przegap!  Troszkę się napracujesz, żeby tam, dojść, ale warto!  Uwaga na wolno chodzące i atakujące pawie, które zjedzą wszystko, co zauważą i zakwalifikują, jako pokarm, chować wszystko!  (bilety 8€, dzieci do 10 lat wchodzą za darmo).

Tramwaj 28.  Ten tramwaj jest na większości pocztówek z Lizbony, wiec po prostu trzeba się nim przejechać i już!  Trasę ma bardzo urokliwa, także czas nie będzie zmarnowany.  Poza tym macie przecież te bilety całodobowe, wiec nie trzeba nic dodatkowo płacić, wiec nie gadaj już nic, tylko wsiadaj!

Santuario Nacional de Cristo Rei.  Robi wrażenie!  Poza tym sama podróż jest frajda dla dzieciaków, bo najpierw trzeba przedostać się promem na druga stronę rzeki Tag (Cais do Sodré to nazwa zarówno przystanku promu, jak metra: zielona linia) i później wsiąść w lokalny autobus (numer 101, przystanek zaraz niedaleko miejsca, gdzie dopływa prom), który dowozi na sam szczyt góry, na którym stoi statua Pana Jezusa.  Widoki śliczne.  Miejsce doskonale na chwile refleksji, przy współpracy dzieci oczywiście.

To wszystko?  Nie!!  Jest dużo, dużo więcej!  Powyższe miejsca są jedynie propozycja na zmaksymalizowanie czasu rodzinnego podczas pobytu w Lizbonie.  Pamiętajcie, to miasto mas jeszcze wiele innych skarbów!

Advertisements

One thought on “One way ticket.. to Lisbon

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.